..
Ameryka na nowo Odkryta

52 | 72204
 
 
2009-11-25
Odsłon: 1136
 

Ameryka na nowo odkryta – w pięknym kraju Paragwaju

Paragwaju nie było w naszych planach.  Jak zresztą wielu innych rzeczy i miejsc ;). Wszyscy pytają „ale po co do Paragwaju?”, mówią - „tam nic nie ma i nigdzie nie można pojechać”. I chyba to wydało się najbardziej interesujące. Chciałabym zobaczyć jak wygląda „nic” i „nigdzie”. Przyjechaliśmy zatem do NIGDZIE aby zobaczyć NIC. Ledwo przekroczyliśmy granicę a Paragwaj wydał się bardzo azjatycki. Tysiące straganów z chińskimi podróbkami, setki sklepów z elektronicznym sprzętem który podobno można tu kupić w cenach niższych niż gdziekolwiek indziej na świecie. To drugi najbiedniejszy kraj w Ameryce Południowej a na ulicach Ciudad del Este paryska wiosna bo każdy Paragwajczyk ma na sobie koszulkę Dolce Gabana, Armani albo przynajmniej Nike. Poza tym wyraźnie wyglądamy na miejscowych bo uliczni sprzedawcy próbują nam sprzedać dmuchany basen i mapy ścienne. Niezbędne przedmioty w trakcie każdej podróży ;). Ledwo zdążyliśmy na autobus do stolicy Asuncion. Nie wiem czy to przypadek czy paragwajska punktualność ale nie było czasu na zakup biletów więc ktoś wepchnął nas do autobusu. W autobusie spory tłok i tylko pojedyncze wolne miejsca dawały szanse na to, że usiądziemy. Tradycyjnie oprócz kierowcy w autobusie był „kierownik” który tu okazał się mieć znacznie szerszy zakres obowiązków niż kierownicy peruwiańscy czy boliwijscy. Kierownik w kilkanaście sekund poprzesadzał wszystkich pasażerów organizując dla nas 4 miejsca abyśmy mogli usiąść razem z naszymi irlandzkimi przyjaciółmi.  
W autobusie kilka razy pojawiła się urocza sprzedawczyni w falbaniastym fartuszku i z koszem na głowie pełnym gorących Chipas (paragwajski przysmak - serowa bułka, często z kminkiem) a kierownik kilka razy przespacerował się po autobusie pytając pasażerów czy wszystko jest w porządku. Trudno uwierzyć że sami Paragwajczycy ostrzegają i straszą, opowiadają historie o napadach w hotelach i kradzieżach dzieci po to by później sprzedać ich narządy. Wreszcie dotarliśmy na miejsce mijając po drodze wiele tablic na których były napisane nazwy jakichś miejscowości, tylko że za tymi tablicami nie było nic prócz zielonej trawy. Podczas wysiadania z autobusu uderzyło mnie gorące, gęste i suche powietrze które prawie ponownie wtłoczyło mnie do środka. Chyba nawet powinniśmy na własny użytek rozważyć rozszerzenie definicji pojęcia  „upałów” które spotykamy w trakcie naszej podróży. W Salcie było gorąco, w Posadas nie dało się żyć i wydawało mi się, że bardziej upalnie już być nie może, ale paragwajskie Asuncion pokazuje, że upał nie mieści się w moich kategoriach pojmowania świata. Zaczynam rozumieć dlaczego całymi dniami siedzą na ganku swojego domu i popijają zimną terere pełną orzeźwiających ziół. W tym kraju jestem gotowa usprawiedliwić nie tylko sjeste ale też lenistwo.  Kilka pytań do kierowcy który odpowiada z uśmiechem i zapewnia, że każdy Paragwajczyk którego spotkamy na ulicy nam pomoże.
Wreszcie docieramy do Centrum. Główny plac bardziej przypomina park, niestety zasypany workami foliowymi i butelkami. Za to już pierwszy spotkany w centrum Paragwajczyk wskazuje nam drogę do hotelu, pracownik sklepu poleca nam inny sklep w którym kupimy większa i tańszą wodę mineralną a pracownica hotelu poleca inny hotel bo ten do którego trafiamy jest w jej opinii dość drogi.
To nasze pierwsze dni w Paragwaju. Zatem może NIGDZIE pełne jest pustych przestrzeni i mało ciekawych zabudowań. Jednak już kilka pierwszych godzin wystarczyło aby wiedzieć, że NIC oznacza cudownych, pełnych ciepła i otwartości ludzi.  
I na koniec kilka zwrotów w języku guarani, który obok hiszpańskiego jest tu językiem powszechnie używanym.
Dzień dobry – Mba’eichapa
Do widzenia – Jajuecha jeypeve
Bardzo dziękuję – Aguyjevete ndeve
Nie rozumiem – Ndaikumbyri
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd